Menu

Już nikogo nie słychać – Ryszard Ćwirlej

2 lutego 2018 - Kryminał
Już nikogo nie słychać – Ryszard Ćwirlej

Na kolejny, trzeci, tom przygód komisarza Fischera trzeba było czekać cały długi rok, ale jak zawsze w przypadku powieści Ryszarda Ćwirleja, było warto!

Jak dla mnie Ryszard Ćwirlej nie ma sobie równych, jeśli chodzi o polski kryminał. Po każdą jego książkę sięgam od razu i robię to w ciemno, bo wiem, że dostanę kilkaset stron najlepszej literatury. Otwierając „Już nikogo nie słychać”, zdałem sobie nawet sprawę, że to jedyny pisarz, w którego przypadku nie potrzebuję opisu fabuły, który wydawca zwykle umieszcza na tylnej okładce. Tak więc nie do końca wiedziałem, cóż to za historia…

Akcja książki rozgrywa się w roku 1926. W kraju panuje napięta sytuacja po przewrocie majowym, a „narodowcy” nieustannie ścierają się z „bolszewikami”. W  Poznaniu giną niemal równocześnie szanowani obywatele o mocno prawicowych przekonaniach. Dziwnym zbiegiem okoliczności w tym czasie zaczynają krążyć plotki, że do miasta ma niedługo przyjechać Piłsudski. Policja nie dość, że musi rozwikłać zagadkowe morderstwa, to dostaje „cynk” o planowanym zamachu na Marszałka, a Fischer ma dopilnować, żeby nic mu się nie stało.

Zagadki kryminalne trzeba wyjaśnić, bo w papierach wszystko musi się zgadzać. Rozpoczyna się śledztwo, atmosfera się zagęszcza, a akcja komplikuje. Ale, ale! Do Poznania przybywa sam Anastazy Olkiewicz, który w końcu po latach tułaczki po wojnie 1920 roku odnajduje drogę do domu. Czytelnik wreszcie więc poznaje ojca samego chorążego Teofila Olkiewicza, który – nie przesadzę – jest gwiazdą kryminałów z serii „milicyjnej” Ćwirleja. W ogóle na kartach powieści z cyklu o Fischerze spotykamy wielu przodków bohaterów, którzy pojawiają się w historiach powojennych, więc fani twórczości Ryszarda Ćwirleja mogą czuć się tu jak w domu.

Uważam, że „Już nikogo nie słychać” stanowi kolejny dowód na fenomenalność twórczości Ćwirleja. Autor nie tylko dobrze konstruuje ciekawą zagadkę kryminalną, której rozwiązanie trzyma w napięciu, ale także wspaniale oddaje klimat Poznania z okresu międzywojennego. Jednak ogromnym atutem i cechą wyróżniającą Ćwirleja jest mistrzowskie budowanie postaci i dialogów. Bohaterowie, przeważnie prości, niespecjalnie rozgarnięci ludzie są jak żywi. Może widzimy ich w zbyt krzywym zwierciadle, ale to dodaje lekkości i świeżości opowiadanym historiom. Na koniec wspomnę jeszcze o języku. A językiem – zwłaszcza gwarą poznańską – Ryszard Ćwirlej posługuje się tak, że czytając tę książkę, dosłownie ryczałem ze śmiechu. Chyba w końcu pojadę do Poznania, żeby zwrócić uwagę, jak oni tam gadają…

Lektura obowiązkowa. Tyle.

 

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *